Zurych – stolica światowej finansjery i największe miasto Szwajcarii

Poprzedniego wieczoru rozmawialiśmy z naszym gospodarzem do późnych godzin, przez co następnego ranka ciężko było wstać. Jego 7-letni Theo o godzinie 8 zawołał nas na śniadanie, które już czekało na balkonie. Przemiły Szwajcar zaserwował nam szeroki wachlarz możliwości, albowiem na stole pojawiły się niezliczone rodzaje szwajcarskiego sera, pieczywo, jogurty, dżemy i szereg innych dobrych rzeczy. Jednak wszystko co dobre szybko się kończy, i po doskonałym śniadaniu musieliśmy ruszać dalej w kierunku Zurychu. Nasz gospodarz polecił nam, abyśmy odwiedzili po drodze jego miasto rodzinne czyli Rapperswill. Tak też zrobiliśmy.

 

Od samego początku jechało nam się bardzo dobrze. Wiatr dmuchał nam w plecy, więc w krótkim czasie dotarliśmy na pierwszą przerwę do polecanego nam wcześniej miasta. Rapperswill to malutkie, ale kapitalne miejsce, które od razu bardzo nam się spodobało. Klimatyczne uliczki, wzgórze z zamkiem, piękna panorama na okolicę, a także polski akcent. Otóż w 1870 roku zostało tam założone Polskie Muzeum, które działa po dziś dzień. Była to dla nas bardzo miła niespodzianka. Pokręciliśmy się jeszcze chwile po tym uroczym mieście, aby następnie wrócić na drogę prowadzącą w kierunku Zurychu.

 

Aby dotrzeć do jednej ze stolic światowej finansjery, wybraliśmy ścieżkę rowerową o numerze 66, która prowadziła nas bocznymi drogami wzdłuż pięknego jeziora. W końcu dotarliśmy do jednego z najważniejszych miast na naszej trasie. Oczywiście Zurych większości osób kojarzy się z bogactwem, bankami i szeroko pojętym luksusem. Największe miasto Szwajcarii faktycznie odnotowuje się wielkim porządkiem na ulicach, ładną architekturą, ale bogactwa na pierwszy rzut oka nie widać. Na dobrą sprawę jest to miasto w Szwajcarii jak każde inne, z tym że jest ono największe w kraju. Inna sprawa, że w Szwajcarii nie ma brzydkich miast 😉 Oczywiście na ulicach da się zauważyć większą niż zazwyczaj liczbę luksusowych samochodów, ale nie rzuca się to aż tak mocno w oczy. Objechaliśmy dookoła centrum miasta i śmiało możemy powiedzieć, że Zurych to naprawdę bardzo ładne, spokojne i uporządkowane miasto. Zabrakło nam jednak typowego efektu „wow”, gdyż nieco inaczej wyobrażaliśmy sobie to słynne na cały świat miasto. Po generalnym zwiedzaniu przyszedł jednak czas, aby opuścić Zurych i udać się w dalszą drogę.

 

Za miastem musieliśmy pokonać jeden większy podjazd i kierując się na zachód, zmierzaliśmy z wolna ku Lucernie.  Warunki do jazdy były tego popołudnia niemal idealne, więc nie robiliśmy po drodze zbędnych przerw. Szybko dotarliśmy do miejscowości Cham, gdzie wróciliśmy na szlak rowerowy Seenroute. Wcześniej, po opuszczeniu Zurychu, wyjątkowo korzystaliśmy z dróg publicznych, co w Szwajcarii było rzadkością. Po przekroczeniu 100 km na liczniku, postanowiliśmy zacząć szukać noclegu. Tym razem jednak nie poszło nam tak łatwo jak do tej pory. Co prawda już za pierwszym razem pewna Pani zaproponowała nam nocleg na polanie obok rzeki, ale nasza ambicja wzięła górę i próbowaliśmy szukać dalej. Niestety nie udało nam się znaleźć niczego lepszego, więc pojechaliśmy w kierunku rzeki, nabierając wcześniej zapas wody. Po drodze zapytaliśmy jeszcze jednego miejscowego rolnika i ten o dziwo pozwolił nam rozbić się w jego sadzie. Dodatkowo udostępnił nam toaletę znajdującą się przy stodole. Nie mogliśmy narzekać, bo poprzednie dwa noclegi były przecież wyśmienite.

 

Pamiątkowe zdjęcie z naszym Gospodarzem

 

 

Panorama Rapperswill

 

Ścisłe centrum miasta

 

 

Polski akcent

 

Widok na Jezioro Zuryskie

 

Zurych – fot. Tomek

 

 

 

Przypomina Wam to coś? 😉

 

Zurych to największe miasto Szwajcarii

 

Zabytkowe centrum miasta

 

 

 

Nocleg w sadzie u jednego z rolników

 

 

ETAP  12.

 

  • Byłam w Zurychu w zeszłym miesiącu i absolutnie mnie to miasto urzekło. W wolny weekend pojechałam co prawda w góry, jednakże słyszałam o Polskim Muzeum, a nawet akcji jego ratoania w momencie pojawienia się plotek o rychłym zamknięciu ! 🙂

  • Ależ piękne krajobrazy i kolory. Zawsze marzyłam o podróży do Zurychu i widzę, że chyba nadszedł wreszcie czas żeby to zrobić 🙂

  • No, no – dzień pełen pięknych widoków, a panorama Rapperswill, przebiła nawet zdjęcia z Zurychu. Domyślam się, że w przypadku Szwajcarii takie urokliwe obrazki to norma 😉

  • Po pierwsze gratuluję świetnej wyprawy! Po drugie bardzo, ale to bardzo ładne zdjęcia. A po trzecie skradliście moje serce informacją o Polskim Muzeum. Uwielbiam takie ciekawostki 🙂

  • Uwielbiam te szwajcarskie krajobrazy – miasta i góry w jednym. To spełnienie marzeń fotografa, gdy może mieć obie rzeczy na zdjęciu 🙂