Zakaz handlu w niedzielę czyli zwiedzamy Salzburg

Niedziela zaczęła się dla nas szybko, bo głodni wstaliśmy już po siódmej rano. Martwiący nas dzień wcześniej ból brzucha u Tomka w końcu odpuścił. Zjedliśmy więc resztki pozostałego w sakwach asortymentu, po czym opuściliśmy farmę, udając się w kierunku Salzburga. Kontynuowaliśmy jazdę świetną ścieżką rowerową, która biegła już do samego miasta Mozarta. Pogoda na ten dzień zapowiadała się świetnie, stąd też na trasie spotykaliśmy wielu rowerzystów. Znamienne było to, że większość z nich uciekała w niedzielne przedpołudnie z miasta i tylko my kierowaliśmy się ku centrum. Salzburg Salzburgiem, ale naszym priorytetem na niedzielę było znalezienie otwartego sklepu spożywczego, co jak wiadomo, w krajach niemieckojęzycznych bywa nie lada sztuką. Po przejechaniu kilkunastu uliczek starego miasta, w końcu udało nam się dorwać jakiś mały Spar, w którym, co zrozumiałe, były spore kolejki. Kto robił tam zakupy? Oczywiście turyści. Mieszkańcy są już bowiem przyzwyczajeni do zamkniętych sklepów w każdą niedzielę. Nam to też nie przeszkadzało, tylko przyzwyczajeni do otwartych w niedzielę marketów, nie pomyśleliśmy o zrobieniu wcześniejszych zakupów 😉

 

Wracając jednak do Salzburga, jest to wyjątkowo ładne miasto – bardzo zadbane i czyste. Czwarte pod względem ilości mieszkańców miasto w Austrii imponowało nam na każdym kroku pięknymi budynkami, zwłaszcza w centrum. Jest tam masa uroczych kamienic, kościołów, pomników, ale prym wiedzie usytuowany na samej górze wzniesienia zamek. Niestety nie mieliśmy dość czasu, ani warunków na dokładne zwiedzanie miasta, ale Salzburg pozostawił na nas bardzo dobre wrażenie. Na starym mieście spotkaliśmy również kolejnych Polaków, którzy zrobili nam pierwsze wspólne zdjęcie na tle pomnika Mozarta. W końcu to najbardziej znany mieszkaniec Salzburga.

 

Czas leciał nieubłaganie, więc musieliśmy powoli opuszczać piękną Austrię na rzecz Niemiec. Tym razem wyjazd z miasta przebiegł bardzo sprawnie i już po dwudziestu minutach byliśmy na granicy. W między czasie zrobiło się niezwykle upalnie, a dodatkowo silny, wiejący w przeciwnym do nas kierunku wiatr, utrudniał nam jazdę. Tak jak wspomniałem, znaleźć otwarty sklep w niedzielę jest niesłychanie ciężko, zatem kolejne zakupy musieliśmy zrobić na stacji benzynowej, gdzie jak wiadomo jest przeważnie drożej. No ale niestety, na drugi raz po prostu będziemy pamiętać o wcześniejszych zakupach. Po 20 kilometrach jazdy po płaskim terenie udało nam się dotrzeć do miejscowości Waging am See, gdzie jak sugeruje nazwa, znajduje się jezioro. Woda może nie była najcieplejsza, ale w żadnym wypadku nie odstraszyło nas to przed zrobieniem sobie dłuższej przerwy. Przez cały dzień mieliśmy wrażenie, że wszyscy odpoczywają, i tylko my gdzieś pędzimy przed siebie. Wszystko to jednak zrozumiałe – tak wyglądają zwykłe niedziele u naszych zachodnich sąsiadów.

 

Nasza radość z kąpieli nie trwała długo, gdyż zaczęły się zbierać chmury i wszystko wskazywało na to, że niedługo przyjdzie burza. Przeczucie nas nie myliło. Ledwo wyjechaliśmy poza miejscowość i od razu złapała nas potężna ulewa. Dosłownie w jednej chwili zerwała się wichura i zaczął padać mocny deszcz. Mieliśmy wielkie szczęście, że akurat przejeżdżaliśmy obok przystanku autobusowego. Był on co prawda niezwykle skromny, ale ustawiony w przeciwnym kierunku do burzy, przez co mogliśmy się dość skutecznie schronić. Burza nie chciała ustąpić, ale ostatecznie po godzinie oczekiwania zaczęło się przejaśniać. Ubraliśmy się cieplej, z racji spadku temperatury i popędziliśmy na ostatnie kilometry siódmego etapu. Z każdą kolejną minutą, drogi były coraz bardziej suche, a pod koniec dnia wyszło nawet słońce. Tym sposobem udało się przejechać jeszcze 30 km. Nocleg znaleźliśmy na polanie pomiędzy domami. Niemcy byli lekko zdziwieni naszą wizytą, ale jednocześnie bardzo pomocni. Jeden z nich udostępnił nam wodę pitną, drugi z kolei zaprosił na poniedziałkowe śniadanie. Jakby tego było mało, mogliśmy podziwiać tej nocy piękną panoramę Alp. Pierwszy tydzień wyprawy za nami. 

 Aha, no i chyba Salzburg wygrał z Linz. Nie chyba, tylko na pewno 😉

 

 

Szlak rowerowy prowadzący do Salzburga

 

 

 

Zadbane centrum miasta

 

Zamek górujący nad miastem

 

 

 

Waginger See

 

 

Mieliśmy mnóstwo szczęścia, że przy drodze był przystanek autobusowy – fot. Tomek

 

 

Piękne początki Bawarii

 

 

 

ETAP  7.