Portugalia zdobyta! Zaczynamy od Bragi

Im dłużej byliśmy w Hiszpanii, tym poranki były coraz zimniejsze. Ostatni nocleg w tym kraju zapamiętamy jednak na długo, albowiem temperatura po wyjściu z namiotu wynosiła zaledwie…10 stopni Celsjusza. Absolutny rekord. Szkoda tylko, że mieliśmy wtedy sierpień, środek lata i byliśmy w słonecznej, wydawać by się mogło, Hiszpanii. Na szczęście, aby wjechać do Portugalii, musieliśmy pokonać ostatnią przełęcz na wyprawie, która pomogła nam się szybko rozgrzać. Natomiast dzień zaczęliśmy już o godzinie 8 rano, ponieważ nasi gospodarze musieli dotrzeć na pociąg powrotny do Barcelony. Godzinę później pożegnaliśmy się z miłymi Hiszpanami, po czym ruszyliśmy w kierunku ostatniego przejścia granicznego.

 

Tak jak wspomniałem, początek etapu oznaczał dla nas wspinaczkę. Aby wjechać do Portugalii, musieliśmy pokonać 18-kilometrowy, ale dość łagodny podjazd. W niedługim czasie dotarliśmy na granicę, gdzie ukazała nam się magiczna tabliczka z napisem „PORTUGAL”. Mieliśmy w głowach jej obraz już od ponad pięciu tygodni, aż w końcu się udało. Na miejscu okazało się jednak, że granica nie leży dokładnie na przełęczy, a kawałek dalej, tak więc czekało nas jeszcze trochę wspinaczki. Po osiągnięciu 862 m.n.p.m. mogliśmy zacząć już cieszyć się genialnym zjazdem.

 

Droga prowadząca w dół do jeziora była niezwykle kręta i wąska, przez co nasze hamulce w rowerach porządnie oberwały. Nie przeszkodziło to jednak w wyprzedzeniu kilku samochodów 😉 Po szybkim zjeździe musieliśmy przekręcić zegarki o godzinę do tyłu i tym sposobem o 12:00 zrobiliśmy sobie przerwę na drugie śniadanie. W międzyczasie zrobiło się ciepło, więc mogliśmy wysuszyć namiot, który z rana był standardowo cały wilgotny.

 

Od Bragi dzieliło nas już niecałe 40 km, więc pełni motywacji powróciliśmy na trasę. Po krótkiej konsultacji wybraliśmy drogę biegnącą wzdłuż rzeki, która obfitowała w pagórki. Na szczęście wiatr nam sprzyjał, a widoki wynagradzały nam trudy etapu. W krótkim czasie dotarliśmy do pierwszego celu w Portugalii, a więc do Bragi. Jak zwykle czas nas gonił, więc nie mieliśmy go zbyt wiele na zwiedzanie. Mimo wszystko staraliśmy się wnikliwie zwiedzić przynajmniej Stare Miasto. Pierwsze co rzuciło nam się w oczy, będąc w Bradze, to ogromna liczba kościołów! Byliśmy naprawdę zdumieni, jak uduchowione jest to miasto. Pod koniec zwiedzania centrum zajechaliśmy na jeden z placów, gdzie były…aż 3 kościoły! Sama Braga nie jest wielkim miastem, gdyż zamieszkuje ją ok. 135 tys. osób. To bardzo kameralne, spokojne i urokliwe miasto ze sporą liczbą obiektów sakralnych.  Ale przecież taka jest właśnie Portugalia. W każdym razie my na pewno Bragę polecamy 🙂

 

Po zwiedzaniu miasta, musieliśmy uzupełnić zapasy żywności. Skierowaliśmy się w tym celu do jednego z marketów, gdzie jak się okazało, ceny nie były wcale niższe niż chociażby w drogiej Francji. Po zakupach interesowała nas już tylko droga wylotowa z Bragi i kolejny cel czyli Porto. Czas mieliśmy dobry, więc nie śrubowaliśmy wyniku tego dnia. Nie zamierzaliśmy wjeżdżać w wielką aglomerację drugiego co do wielkości miasta Portugalii. Tym sposobem, po kolejnych 30 kilometrach zaczęliśmy szukać już noclegu. Miejsce do spania udało nam się znaleźć wyjątkowo szybko. Pewien zaczepiony przez nas Portugalczyk poprosił swoją żonę, która biegle mówiła po angielsku i tak zgodzili się oni przyjąć nas na swój „ogródek”, a raczej dwumetrowy trawnik przed domem, na którym ledwo zmieściliśmy namiot. Liczą się jednak chęci, za które bardzo podziękowaliśmy.

 

Z ciekawostek warto zaznaczyć, że kobieta przyjmująca nas na swoją posiadłość miała na imię Fatima. Od razu też wspomniała, że przyjęła nas bez wahania, ponieważ jej syn przebywał w tym samym czasie na festiwalu muzycznym i również spał pod namiotem, więc w trosce o swoje dziecko chciała chociaż nam pomóc na tyle ile to było możliwe. Życzliwa Portugalka zaoferowała nam również prysznic, a jak wiadomo, nie ma nic lepszego jak ciepła kąpiel po wymagającym etapie. Dodatkowo mieliśmy aż 4 gniazdka, więc naładowaliśmy wszystkie możliwe baterie. Tak więc pierwszy dzień w Portugalii zaczął się dla nas niesłychanie pozytywnie. Kolejny etap to już wizyta w słynnym PORTO!

 

Ostatni poranek na hiszpańskiej ziemi – fot. Tomek

 

 

Rekord zimna na wyprawie – fot. Tomek

 

N A R E S Z C I E !

 

 

 

 

Przed nami niebezpieczny zjazd z przełęczy

 

Portugalia przywitała nas piękną naturą

 

 

 

 

Portugalski cel nr 1 czyli Braga – fot. Tomek

 

 

Stare Miasto w Bradze – fot. Tomek

 

 

 

Braga to przede wszystkim miasto kościołów – fot. Tomek

 

Ale także miasto kwiatów 🙂 – fot. Tomek

 

 

 

Katedra w Bradze z 1070 roku – fot. Tomek

 

 

Kolejny cel? Porto!

 

Na styk 😉

 

ETAP  38.