Zatłoczony Linz i nocleg z basenem

Dnia piątego obudziliśmy się dość wcześnie i dosłownie minutę później było słychać hamujący samochód. Tak, to przyjechali Panowie z oczyszczalni sprawdzić czy wszystko u nas w porządku 🙂 Pogoda od samego rana była piękna i zapowiadał się upalny dzień.  Na początek czekało nas ponad 30 kilometrów po górach. Ruch na drodze zerowy, nawierzchnia perfekcyjna, a do tego piękne austriackie wioski, no i te krajobrazy! Jakby tego było mało, to na jednym zjeździe pobiłem swój rekord prędkości i od tego dnia wynosił on równe 74 km/h. Po małej wspinaczce czekał nas świetny zjazd do miejscowości Konigwiesen. Tam zrobiliśmy zakupy w lokalnym markecie, zjedliśmy drugie śniadanie, a następnie ruszyliśmy dalej. Po pewnym czasie musieliśmy odbić w lewo, a to oznaczało 20 km w dół rzeki do Dunaju. Jechało się naprawdę przyjemnie, a temperatura zrobiła się na tyle wysoka, że trzeba było ściągać koszulki. Kto by się spodziewał, że nastąpi to już w Austrii 😉 W miejscowości Perg wjechaliśmy na „Donauweg” czyli ścieżkę rowerową nad Dunajem i jechaliśmy nią już do samego Linz. Po drodze spotkaliśmy jeszcze Polaków, którzy przyjechali do Austrii samochodem i byli zdumieni naszą wyprawą.

 

Niestety jadąc wzdłuż Dunaju, przegapiliśmy zjazd do miasta, przez co nadrobiliśmy trochę kilometrów. Samo miasto Linz okazało się niestety trochę zatłoczone, więc nie spędziliśmy tam zbyt dużo czasu. Podjechaliśmy tylko na główną ulicę centrum miasta oraz pod piękną katedrę. Czas leciał, więc trzeba było szukać drogi wyjazdowej. Pomocny w tym okazał się GPS, którego Tomek używał w razie gdy zawodziła nas mapa. Za miastem trafiliśmy na kolejną ścieżkę rowerową o nazwie „Traunweg”. Tego dnia mieliśmy już w nogach ponad 120 km, a upał nie odpuszczał, dlatego końcowe kilometry jechaliśmy „na pół gwizdka”. Zmęczeni dotarliśmy na przedmieścia Wels i tam zaczęliśmy szukać noclegu. Jakiś czas pobłądziliśmy po uliczkach, ale w końcu pewne austriackie małżeństwo zgodziło się nas przygarnąć na swój niewielki ogródek. I tutaj najważniejsza wiadomość tego dnia. Austriacy mieli basen w ogrodzie, z którego mogliśmy korzystać! Po takim intensywnym dniu nie mogło przytrafić się nam nic lepszego.  Do dyspozycji mieliśmy również łazienkę z prysznicem, a po kąpieli zostaliśmy zaproszeni na pyszną kolację. Cały stół zastawiony był bułkami, szynką, serami i warzywami. Do tego oczywiście piwo. Gdy skończyliśmy kolację, Austriacy zaproponowali jeszcze skosztowanie lokalnego wina. Pięknie podziękowaliśmy za takie frykasy, po czym wróciliśmy do namiotu. Na dodatek tego wieczoru mieliśmy do dyspozycji niezabezpieczone WiFi, więc można było po 5 dniach nawiązać kontakt ze światem. To był naprawdę udany dzień.

 

 

Piękna austriacka prowincja – fot. Tomek

 

 

Dotarliśmy do ścieżki rowerowej biegnącej wzdłuż Dunaju

 

Centrum Linz – fot. Tomek

 

 

 

 

Na koniec dnia wspólna kolacja z Austriakami – fot. Tomek

 

 

ETAP   5.