Jezioro Attersee i pierwsze problemy żołądkowe

No i stało się. Pierwsze zatrucie pokarmowe na wyprawie. W nocy oboje źle spaliśmy, budząc się co chwilę. Rano natomiast zgodnie stwierdziliśmy, że musiało nam coś zaszkodzić poprzedniego dnia. Tak więc od samego początku było wiadomo, że dzień zleci nam na szukaniu toalety. Tomek był w gorszej sytuacji ode mnie, gdyż trzymało go praktycznie cały etap. Mnie natomiast ból brzucha opuścił po smacznym śniadaniu, na które zaprosili nas gospodarze. Skończywszy jeść, pożegnaliśmy przemiłych Austriaków, po czym kontynuowaliśmy wczorajszą jazdę ścieżką rowerową wzdłuż rzeki Traun.

 

Pogoda niewątpliwie nam dopisywała, ale największym plusem tego dnia była infrastruktura rowerowa. Praktycznie przez cały dzień nie mieliśmy styczności z samochodami! Jechało nam się naprawdę świetnie. Trasa była perfekcyjnie oznakowana, więc ciężko było się zgubić. Ponadto mieliśmy wiele urozmaiceń. Czasem ścieżka prowadziła wzdłuż drogi głównej, czasem gdzieś na uboczu miejscowości przez którą przejeżdżaliśmy, a jeszcze innym razem nad samą rzeką. Trafiały nam się również odcinki szutrowe. Były one jednak tak dobrze przygotowane do jazdy rowerem, że nie musieliśmy wcale wytracać prędkości. Po jakimś czasie jeden szlak rowerowy się skończył, ale wtedy wjechaliśmy na inny o nazwie Römerweg.  Na dworze zrobiło się naprawdę gorąco, więc trzeba było podjechać do marketu. Zrobiliśmy szybkie zakupy, a następnie kierowaliśmy się  już w stronę dwóch dużych jezior. Pierwsze z nich – Attersee – wymagało pokonania krótkiego, aczkolwiek bardzo stromego podjazdu. Mimo wysokiej temperatury nie był to dla nas problem. Nie mniej jednak po tym podjeździe ponownie dał o sobie znać ból brzucha u Tomka, więc musieliśmy zacząć szukać toalety. Na całe szczęście byliśmy w dość turystycznym obszarze, gdzie nie brakowało różnych pensjonatów. Po jakimś czasie dotarliśmy nad piękne jezioro, gdzie zrobiliśmy sobie godzinną przerwę. Z jednej strony po to, aby Tomek wrócił do siebie –  z drugiej strony dlatego, że było naprawdę gorąco na dworze i szkoda byłoby nie wejść choć na chwilę do jeziora. Co prawda woda była bardzo zimna, jednak to nas nie odstraszyło przed kąpielą. Przerwa nad wodą na pewno pozwoliła nam naładować baterie na końcówkę etapu. Mimo wszystko ból brzucha nie odpuszczał mojego kompana. Sam nie czułem się najlepiej tego dnia, ale Tomka dopadło na całego.

 

Kolejnym celem było znalezienie sklepu. Niestety późne sobotnie popołudnie oraz turystyczny region nie pomagały w znalezieniu czegoś otwartego. Tak więc ostatnie kilometry musieliśmy przejechać na tak zwanej rezerwie. Minęliśmy jedno jezioro, po czym dotarliśmy nad drugie mniejsze – Mondsee. Na jakikolwiek otwarty sklep tego dnia już oczywiście nie trafiliśmy. Po drodze natomiast mijaliśmy tłumy Austriaków świętujących sobotni , ciepły wieczór. Nawet na drodze był lekki tłok, ale nas to nie obchodziło, bo cały czas jechaliśmy ścieżką. Infrastruktura rowerowa po raz kolejny stała na wysokim poziomie. Co rusz przejeżdżaliśmy przez specjalny tunel dla rowerów. Niektóre miały po kilkaset metrów. Mimo nienajlepszej dyspozycji Tomka, dotarliśmy do wioski Thalgau, gdzie za trzecim razem udało się znaleźć nocleg. Na swój wielki ogród przyjął nas jeden z miejscowych rolników, a jego syn zamontował nam na szybko prysznic polowy 😉 Nic nam więcej nie było w tym dniu potrzebne do szczęścia. Zjedliśmy zapasowe konserwy i trzeba było kłaść się spać z nadzieją, że kolejny dzień będzie już normalny.

 

Pamiątkowa fotografia z Austriakami

 

Szutrowy odcinek drogi rowerowej – fot. Tomek

 

Codzienne zakupy w markecie

 

 

Aż chce się jechać!

 

Jezioro Attersee – fot. Tomek

 

 

 

 

Austria to przede wszystkim świetna infrastruktura rowerowa

 

 

Nocleg w austriackiej wiosce

 

ETAP  6.

 

  • Marlena

    Ale tam jest pięknie!