Z wizytą w Brnie

Trzeciego dnia wstaliśmy przed 8:00 i żona właściciela od razu przyniosła nam herbatę. Pakowanie nie zajęło nam dużo czasu, nawet jeśli towarzyszył nam ciekawski pies właściciela. Ruszyliśmy w kierunku Brna i jakieś 20 kilometrów przed miastem spotkany przez nas kolarz, podpowiedział nam, że obok drogi głównej biegnie ciekawa ścieżka rowerowa, która z pewnością przypadnie nam bardziej do gustu. Jak się okazało, był to międzynarodowy szlak rowerowy R9. Posłuchaliśmy Czecha i naprawdę jechało się świetnie. W niedługim czasie osiągnęliśmy Brno. W zasadzie nie mieliśmy zamiaru zwiedzać miasta, bo nie było na to czasu, ale podjechaliśmy tylko do centrum oraz pod słynną katedrę widzianą z daleka. Zależało mi, aby odwiedzić to miasto, gdyż spośród 10-ciu największych miast Czeskiej Republiki nie byłem właśnie tylko w Brnie. A przypomnę, że jest to drugi największy ośrodek w kraju. Porównanie z innymi czeskimi miastami nie wypadło jednak najlepiej, gdyż szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś więcej po tej wizycie. Mogę zatem śmiało powiedzieć, że jest wiele ciekawszych miast do odwiedzenia u naszych południowych sąsiadów. Najgorszy jednak był wyjazd z miasta. Byliśmy zmuszeni zrobić kilka ładnych kilometrów główną drogą wylotową, która miała aż 4 pasy w każdą stronę, a ruch na niej był bardzo duży. Na dodatek ciężko było trafić na dobry zjazd. Po jakimś czasie udało nam się wrócić z powrotem na boczne drogi i było już o wiele spokojniej.

 

Druga część etapu nie należała jednak do najłatwiejszych, bo zrobiło się naprawdę gorąco, a jechaliśmy praktycznie cały czas polami, gdzie powietrze jest mocniej nagrzane. Ponadto nie brakowało pagórków jak to w Czechach. Mijaliśmy kolejne długie i niemrawe podjazdy z niecierpliwością wypatrując na horyzoncie Austrii…albo chociaż otwartego sklepu pożywczego, bo z tym o dziwo też był problem. Po pewnym czasie dotarliśmy do Znojma, gdzie nawet nie myśleliśmy o jakimkolwiek zwiedzaniu, tylko podjechaliśmy prosto pod supermarket, aby uzupełnić płyny i kupić coś na kolację. Do granicy austriackiej pozostawało już niewiele kilometrów. Wystarczyło pokonać jeszcze jedno wzniesienie i już zmienialiśmy kraj. Mimo iż było jeszcze dosyć wcześnie i mogliśmy pokręcić trochę tego dnia, to postanowiliśmy odpuścić i znaleźć miejsce do spania nieco szybciej. Wszak wyprawa jest długa, a Portugalia daleko, więc trzeba było umiejętnie rozłożyć siły. Tym sposobem na noc wylądowaliśmy w austriackiej miejscowości Retz, gdzie pewna rodzina pozwoliła nam rozbić się po drugiej stronie posiadłości. Nie zostaliśmy co prawda zaproszeni do domu, ale dostaliśmy tyle wody, ile było nam potrzeba. Martwiło mnie jednak samopoczucie Tomka, który pod koniec etapu zaczął uskarżać się na ból brzucha. Oboje mieliśmy nadzieję, że to nic poważnego i następnego dnia będzie już lepiej.

 

Katedra w Brnie

 

Centrum Brna – fot. Tomek

 

 

 

 

 

Flaga Polski to nieodłączny rekwizyt każdej wyprawy rowerowej

 

 

 

ETAP  3.