Upalna Prowansja i jej winnice

Nasza Gospodyni wyleciała w nocy do Turcji na wakacje. W domu zostali jej synowie, którzy mieli zorganizować nam rano śniadanie. Musieliśmy jednak obejść się smakiem, ponieważ dom był pozamykany na cztery spusty, a chłopaki smacznie spali, grając zapewne do późnej nocy na konsoli. Przecież od tego są w końcu wakacje 😉 Poczekaliśmy aż z namiotu zejdzie wilgoć i o 9:30 zameldowaliśmy się na trasie kolejnego etapu.

 

Opuszczając Lazurowe Wybrzeże myślami byliśmy już w Hiszpanii. Zanim jednak tam dotarliśmy, musieliśmy przebrnąć przez całą południową Francję. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy, że czekają nas najnudniejsze dni podczas wyprawy. Zaczęło się od tego, że jadąc blisko wybrzeża, nie mieliśmy za bardzo innej alternatywy, jak jechanie tylko i wyłącznie głównymi drogami. Niestety wiązało się to ze sporym ruchem samochodowym. Kolejnym utrudnieniem była pogoda. Prowansja okazała się niezwykle upalna, gdyż od samego początku termometry pokazywały grubo ponad 30 stopni Celsjusza. Jeśli dodać do tego wiatr wiejący z naprzeciwka oraz sporą liczbę wymagających pagórków z nudnym krajobrazem, to momentami naprawdę odechciewało się jechać. Ale na szczęście były też pozytywne strony tego etapu..

 

Przemierzając południową Francję, nie mieliśmy w planach odwiedzać zbyt wielu miast – odpuściliśmy między innymi wjazd do Marsylii. Staraliśmy się nacieszyć krajobrazem niezurbanizowanym. Niewątpliwym plusem przejazdu przez Prowansję były liczne winnice i sady z owocami, które znajdowały się blisko nawet tych głównych dróg. Podobno prawie połowa ziem uprawnych w Prowansji zajmują właśnie winnice! Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się, aby skosztować winogrona oraz inne smaczne owoce dojrzewające w pełnym słońcu.

 

Podczas 22. etapu naszej podróży chcieliśmy nadrobić jakieś kilometry, ale z racji nieciekawych warunków do jazdy już po 100 km postanowiliśmy zacząć szukać miejsca noclegowego. Tutaj pozytywne zaskoczenie, bowiem udało nam się już za pierwszym razem. Starszy mężczyzna, zamieszkujący wioskę na wysokości Marsylii, zgodził się przyjąć nas na swój teren. Co ciekawe, mówił on po hiszpańsku, więc Tomek znający ten język mógł się wykazać. Od Gospodarza dostaliśmy tym razem jajka, a wodę mogliśmy nabierać ze studni. Ciężki dzień za nami, a więc wieczór spędziliśmy popijając sobie lokalne wino. Na poprawę humorów.

 

 

Krajobraz Prowansji

 

Temperatura nie była dla nas łaskawa – fot. Tomek

 

 

 

Tanie i dobre – lokalne wino francuskie 🙂

 

Widok na pasmo górskie z charakterystycznym „ściętym” szczytem

 

 

ETAP  22.