Twierdza Carcassonne

Kolejny raz zebraliśmy się szybko z namiotu. Przed nami bowiem intensywny i długi dzień na rowerach. O godzinie 8 byliśmy już spakowani i mogliśmy zacząć etap. Naszym planem było dotarcie do Twierdzy Carcassonne. Szybko okazało się jednak, że nie będzie to takie proste. Dlaczego? Ano dlatego, że czekały nas długie proste, a wiatr mocno powiewał wprost w nasze twarze. Aby dotrzeć do słynnych fortyfikacji, musieliśmy walczyć z żywiołem aż przez 75 kilometrów. Po drodze nie było żadnych wzniesień, a mimo to zmęczyliśmy się niemiłosiernie. Kolejne kilometry przybywały w bardzo wolnym tempie, ale w końcu udało się dotrzeć do największej atrakcji tego dnia.

 

Twierdza Carcassonne to jedna z największych atrakcji południowej Francji. Co roku miejsce to odwiedza kilka milionów turystów. Nie powinno to jednak nikogo dziwić, ponieważ średniowieczne mury prezentują się niezwykle okazale. Szczególnymi miłośnikami zamków nie jesteśmy, ale przejeżdżając przez Langwedocję nie mogliśmy ominąć tego słynnego miejsca. Średniowieczny zespół architektoniczno-urbanistyczny w Carcassonne to tak naprawdę historyczne miasto warowne, które otoczone zostało masywnymi murami obronnymi. W skład całego kompleksu wchodzi również zamek, gęsto zabudowane ulice oraz gotycka katedra. W 1997 roku średniowieczny zabytek został również wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wejście do historycznego grodu jest o dziwo darmowe, natomiast za wejście do samego zamku trzeba już zapłacić. Co ciekawe, 14 lipca każdego roku w Carcassonne odbywa się wielki pokaz sztucznych ogni, które cieszy się niezwykłą popularnością wśród turystów oraz mieszkańców okolicznych ziem.

 

My niestety na taki pokaz fajerwerków się nie załapaliśmy. Nie było nam dane wejść nawet do zamku, ponieważ czas leciał nieubłaganie. Każdy z nas miał kilkadziesiąt minut na obejrzenie twierdzy od środka i musieliśmy się zbierać do dalszej jazdy. Po zwiedzeniu fortyfikacji zgodnie stwierdziliśmy, że Carcassonne robi o wiele większe wrażenie z zewnątrz, aniżeli od środka. Przekraczając bramy średniowiecznego miasta można bowiem dostać łokciem od innego turysty. Trafiliśmy do tego miejsca w środku sezonu, przez co liczba turystów była niesłychanie duża. Ponadto nie podobała nam się spora ilość restauracji oraz sklepów z pamiątkami wewnątrz twierdzy, które nieco psuły klimat. Mimo wszystko fortyfikacje w Carcassonne to jedna z bardziej imponujących budowli jakie w życiu widziałem i mogę powiedzieć, że odwiedziny tego miejsca na pewno nie były zmarnowanym czasem. Zdecydowanie warto zobaczyć to na własne oczy, będąc w pobliżu.

 

Po opuszczeniu Carcassonne kierunek naszej jazdy lekko się zmienił, przez co wiatr przestał nam aż tak bardzo dokuczać, wiejąc teraz z boku a nie w twarz. Końcowe kilometry etapu prowadziły nas już w głąb Pirenejów, a więc pod górę. Na noc wylądowaliśmy w niewielkiej miejscowości Quillan, gdzie strasznie ciężko było znaleźć miejsce do rozbicia namiotu. Tym razem skrawka ziemi szukaliśmy aż 2 godziny. Na pewno nie pomagał nam fakt, że w miasteczku był camping. My jednak szukaliśmy dalej aż do skutku.  W końcu ktoś zaoferował nam  chleb, pomidory oraz szynkę. Następnym miejscem, do którego trafiliśmy, był warsztat samochodowy.

 

Na całe szczęście kobieta, która przyjechała po męża naprawiającego samochód, mówiła po hiszpańsku, więc Tomek mógł naświetlić naszą ciężką sytuację tego wieczora. Życzliwa kobieta zgodziła się, abyśmy rozbili namiot obok warsztatu. Miejsce było kiepskie, bo wysypane kamieniami, bez bieżącej wody w pobliżu, jednak nie wybrzydzaliśmy po 140 km ciężkiego etapu. To jednak nie koniec. Wspomniana kobieta wróciła do nas po godzinie czasu. Okazało się, że była w sklepie i przywiozła nam całą torbę jedzenia! W środku była woda, pasztety, konserwy, sardynki, owoce, makaron i jeszcze kilka innych rzeczy. Po bądź co bądź nieudanych poszukiwaniach, zachowanie kobiety niesłychanie podbudowało nas na duchu. Francuzi byli dla nas mili podczas całego pobytu w tym kraju i w ten miły sposób się z nami pożegnali. Pożegnali, bowiem kolejny etap to już Andora i ponowna walka z przełęczami..

 

 

Francuska prowincja

 

Twierdza Carcassonne – fot. Tomek

 

Imponujące mury obronne – fot. Tomek

 

Wejście główne – fot. Tomek

 

 

Niczym zamek z bajki – fot. Tomek

 

 

 

 

 

Bazylika St. Nazaire

 

Wnętrze Bazyliki St. Nazaire

 

Średniowieczne fortyfikacje zawierają szereg restauracji

 

 

Pireneje coraz bliżej – fot. Tomek

 

Francuski klasyk

 

Ogródek nie był nam dany, ale dostaliśmy za to całą torbę prowiantu!

 

 

ETAP  25.

 

 

  • Jestem ogromnym miłośnikiem wszelakich zamków i pałaców, niestety otaczający tłum i hałasy często psują charakter danego miejsca. Wierzę, że poza sezonem twierdza Carcassonne jest jeszcze piękniejsza!

  • większość zamków robi większe wrażenie od zewnątrz – dlatego ja tak preferuję, zamki to nie jest moja ulubiona „bajka”, jak chodzi o atrakcje. dużo bardziej wolę naturę – ale jednak też uważam, że Carcassonne wypadałoby zobaczyć, jak już się jest w okolicy

  • Iza

    Jakoś mnie te tłumy odstraszyły, ale poza sezonem czemu nie!

  • Jacy ludzie potrafią być bezinteresownie pomocni, niesamowite. Niestety często o tym zapominamy. Dobrze, że o tym wspomnieliście 😊

  • Marcin

    Naprawdę robi wrażenie! Zresztą sama nazwa, brzmi mi w głowie jak jakaś zaczarowana, zakodowana od dzieciństwa!