Turku jako światowa stolica walki z McDonald’sem. Pierwsze zderzenie z Finlandią

Po styczniowym tripie na południe Europy do Neapolu, gdzie zastałem ciepłą zimę, głośnych Włochów i najsmaczniejszą pizzę na świecie, postanowiłem dla równowagi odwiedzić drugi kraniec Starego Kontynentu, a mianowicie Finlandię. Do kraju Nokii, Muminków i tysiąca jezior planowałem wybrać się już od dłuższego czasu, jednak zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Na początku marca udało mi się znaleźć kilka wolnych dni i bez długiego namysłu postanowiłem zakupić bilety do północnej Europy.

 

 

Z Gdańska do Turku

Bilety lotnicze nie były drogie, bo kosztowały mnie około 120 zł w dwie strony. Lot z Gdańska do fińskiego Turku także nie należy do najdłuższych, bo raptem po godzinie w chmurach jesteśmy już w dawnej stolicy Finlandii. Po wylądowaniu na płycie lotniska możecie się zdziwić, jak bardzo kameralne jest to miejsce. Jeżeli mieliście kiedyś okazję korzystać z „lotniska” w podwarszawskim Modlinie, to musicie wiedzieć, że ten sam obiekt w najstarszym mieście Finlandii jest przynajmniej 2 razy mniejszy. Jednak nie lotnisko jest tutaj istotne, ponieważ kupujecie bilet za 3 Euro i po kilkunastu minutach spędzonych w miejskim autobusie, jesteście już w samym centrum miasta.

 

 

 

Kontrasty na dzień dobry

Ile czasu poświęcić na zwiedzanie Turku? Czy jest tu w ogóle co oglądać? Sam byłem ciekaw odpowiedzi na te pytania, ale już od pierwszych minut wiedziałem, że to miasto mnie zaciekawi. Jadąc autobusem z lotniska, miałem okazję ujrzeć trochę więcej śniegu niż zazwyczaj – w końcu to Finlandia, a także przyjrzeć się lokalnej architekturze. Rzecz, która od razu rzuciła mi się w oczy to drewniane domy. Naprawdę duża ilość posiadłości jest zbudowana właśnie z tego surowca. Nie muszę dodawać, że przy zaspach śnieżnych takie drewniane domy potrafią stworzyć niesamowity klimat.

 

 

 

 

Drugą rzeczą, a dokładniej mówiąc kontrastem, jaki wyłapałem po przylocie do Turku, było absolutne opanowanie wśród kierowców. Muszę przyznać, że kultura jazdy w Finlandii stoi na naprawdę wysokim poziomie. Zarówno osoby prowadzące samochody, jak i osoby piesze zdają się tam nigdzie nie śpieszyć. Gdy kierowca tylko widzi, że zbliżacie się do jezdni z zamiarem przejścia na drugą stronę, już z daleka zwalnia i pozwala Wam spokojnie zmienić chodnik. Praktycznie nie do usłyszenia jest na fińskich drogach klakson. Naprawdę nie wiem co by się musiało stać, żeby ktoś go użył. Inną ciekawą rzeczą jaką zauważyłem w Turku, jest sygnalizacja świetlna, która podobnie jak w Stanach Zjednoczonych umiejscowiona jest nie przed, a za każdym skrzyżowaniem.

 

Dworzec kolejowy w Turku

 

 

 

Rzeka Aurajoki przepływająca przez Turku

 

 

Tak wygląda zatłoczone Turku

Jeśli jesteśmy już przy ciekawostkach, to warto również odnotować, że kościoły w Finlandii, zapewne z racji panującej tam mroźnej pogody, praktycznie w każdym przypadku posiadają klimatyzację. Może nie jest to nic szczególnego, ale jednak ciężko mi sobie wyobrazić taki stan rzeczy w Polsce, a szkoda, bo zimy również mamy nie za ciepłe 😉 Klimatyzację na pewno posiadają także salony fryzjerskie, których w Turku nie brakuje. Podczas mojego długiego spaceru przez dawną stolicę kraju zauważyłem, że żaden z pracujących tam fryzjerów nie wykonuje swojej pracy na stojąco. Wszyscy siedzą. To tak można?

 

Katedra w Turku

 

Jeden z najważniejszych obiektów w całej Finlandii

Kim tak właściwie są Szwedofinowie?

Odwiedzając Finlandię zastanawiałem się co mnie spotka na miejscu, jaki dokładnie jest ten kraj. Już od pierwszego dnia w krainie tysiąca jezior zdałem sobie sprawę, że historia tego kraju jest bardziej zawiła niż mogło mi się wydawać. W Finlandii można zauważyć dużo wpływów rosyjskich, a także szwedzkich, co nieco burzy tożsamość Finów. Najbardziej namacalny dowód na oddziaływanie Szwedów na swoich sąsiadów to wszechobecny język szwedzki. Podwójne oznakowanie ulic, napisy po fińsku i szwedzku na każdym kroku, czy to w restauracji, czy na mapie miasta, czy też w muzeach. Oficjalnie język szwedzki jest ojczystym językiem dla 5% obywateli mieszkających w Finlandii. W praktyce językiem szwedzkim bez problemu posługuje się nawet 60% populacji. Zdziwieni?

 

 

Biblioteka Główna w Turku

 

Hesburger vs McDonslds

Szwedzkie i rosyjskie wpływy niewątpliwie są zauważalne również w najstarszym fińskim mieście, jednak globalizacja natrafiła tu na jeden problem. Otóż Turku, jako dawna stolica „nie pozwoliła” zaistnieć na lokalnym rynku fast-foodowym takim potentatom jak McDonald’s, KFC, czy chociażby BurgerKing. W Turku działa bowiem nieprzerwalnie od kilkudziesięciu lat lokalna marka numer 1, a mianowicie HESBURGER. „Idziemy do Hessa?” – tak brzmi najczęściej zadawane pytanie przez młodych ludzi w Finlandii. A tak serio, to Hesburger na tyle mocno przypadł mieszkańcom do gustu, że potrafił wygryźć konkurencję zza Oceanu nie tylko w rodzimej Finlandii, ale także we wszystkich trzech krajach bałtyckich. Wcale mnie to nie zaskakuje, gdyż jedzenie serwowane w jednej z 500 restauracji jakie posiada Hesburger jest na tyle smaczne, że po powrocie do Polski długo jeszcze nie mogłem patrzeć na popularnego u nas Maka czy KFC. Gorąco polecam Wam spróbować, nawet jeśli na co dzień nie jadacie fast-foodów!