Przez dzikie tereny północnej Hiszpanii

Kolejny ranek na hiszpańskiej ziemi przywitał nas tradycyjnie mokrym namiotem. Nie to było jednak najgorsze, ponieważ temperatura po wyjściu z namiotu wynosiła zaledwie 12 stopni Celsjusza. Jednak nie takiego sierpnia w Hiszpanii oczekiwaliśmy 😀 Tego dnia czekał nas górski etap z trzema przełęczami do pokonania. Początek drogi obejmował jednak krótki, ale stromy zjazd, więc musieliśmy ubrać dodatkowe ciuchy, bo by nas nieźle przewiało w ten poranny ziąb.

 

Na szczęście bezchmurne niebo szybko dało o sobie znać i po krótkim czasie zrobiło się ciepło, więc mogliśmy bez przeszkód wrócić do letniego stroju. Wjechaliśmy na świetną drogę, która miała nas prowadzić 50 km wzdłuż rzeki. Nawierzchnia była idealna do jazdy, ruch samochodowy znikomy, a widoki niesamowite. Hiszpania, mimo swojego górskiego charakteru, potrafi być bardzo zróżnicowana. Mijane przez nas krajobrazy bardziej przypominały Kanadę lub Czarnogórę, aniżeli północną Hiszpanię.

 

Mapa, którą się posługiwaliśmy, dziwnym trafem zaczęła nas oszukiwać, ponieważ zaniżała odległości. To sprawiało, że ciężko było nam zaplanować kolejne przerwy, a w rezultacie metę etapu. W międzyczasie pogoda zrobiła się naprawdę upalna, a nas czekała pierwsza przełęcz do pokonania. Startowaliśmy z 70 m.n.p.m., a musieliśmy wjechać na przeszło 1100 m. Ściągnęliśmy więc koszulki, posmarowaliśmy się kremem do opalania i zaczęliśmy wspinaczkę. Podjazd na przełęcz poszedł nam całkiem sprawnie, ale niestety zdawaliśmy sobie sprawę, że z zakładanych trzech przełęczy, pokonamy co najwyżej dwie. Spore zapasy zrobiliśmy dzień wcześniej, więc tego dnia wyjątkowo nie odwiedzaliśmy marketu, bo siłą rzeczy żadnego też nie mijaliśmy.

 

Z przełęczy czekał nas kapitalny zjazd ze świetnymi widokami. Górskie tereny w tamtej okolicy są dość dzikie, więc na drodze było pusto, a serpentyny były fajnie poprowadzone pod kątem rowerzystów. Po blisko 30-kilometrowym zjeździe do małego jeziora, czekał nas kolejny podjazd. Żar lał się z nieba, więc nie za bardzo chciało nam się podjeżdżać. Powoli jednak forsowaliśmy kolejną przełęcz, ażeby 3 km przed szczytem zacząć szukać noclegu.

 

Nocleg znaleźliśmy oczywiście za pierwszym razem, tuż obok jednego z domów. Tej nocy miejsce do spania przypadło nam dosyć wysoko, bo na 800 metrach. Kawałek za domem mieliśmy do dyspozycji źródełko z górską, lodowatą wodą. Tomek postanowił wręcz podgrzać sobie wodę, aby normalnie się wykąpać. Już miałem robić to samo, ale poprosiłem Hiszpana z domu obok o ciepłą wodę, przez co zaoszczędziłem trochę czasu. Wieczorem dotarło do nas, że lepiej byłoby rozbić się z namiotem przed podjazdem, bo śpiąc na takiej wysokości, błyskawicznie dopadło nas zimne, górskie powietrze. Szybko weszliśmy do namiotu, zabierając ze sobą cieplejsze rzeczy, aby jakoś przetrwać noc. To już piąty tydzień jazdy za nami!

 

Słoneczny, ale bardzo chłodny poranek – fot. Tomek

 

Bez bluzy się nie obejdzie ;d – fot. Tomek

 

 

 

 

Ciężki dzień w górach przed nami – fot. Tomek

 

 

Widoki mamy nie z tej ziemi

 

 

Przerwa na pranie i małe zakupy

 

Rano zimo, po południu upalnie – przerwa przy źródełku

 

 

Droga prowadząca na przełęcz

 

 

W nagrodę 30 km w dół 😉 – fot. Tomek

 

 

 

Za tymi górami jest już Portugalia

 

 

Podjazd numer 2

 

 

Nocleg na 800 m.n.p.m.

 

 

 

ETAP  35.