Ourense, czyli nasz ostatni dzień w Hiszpanii

Zatęskniliśmy już za porankami, podczas których byliśmy wyganiani przez słońce z namiotu. Tym razem poranek również był niemiłosiernie zimny, bo termometr wskazywał zaledwie 14 stopni Celsjusza. Na dodatek niebo było całkowicie zachmurzone, więc na szybkie ocieplenie raczej się nie nastawialiśmy. Spakowaliśmy namiot i trzeba było ruszać na kolejny etap kończącej się powoli wyprawy. Tego dnia głównym celem było Ourense, czyli ostatnie duże miasto w Hiszpanii.

 

Początek etapu był górzysty, a zatem przez pierwsze 30 kilometrów mieliśmy sporo podjazdów. Zrobiliśmy sobie przerwę na jednym z przystanków autobusowych i jak się później okazało, górka na której przycupnęliśmy, była ostatnim wzniesieniem przed Ourense. Po przerwie czekała nas więc już tylko jazda w dół. Jedno z największych miast hiszpańskiej Galicji zwiedziliśmy w ekspresowym tempie z pozycji siodełka, oglądając imponujący most, który najbardziej nas zaciekawił. Koniecznością były dla nas zakupy w markecie. Jeśli dodać do tego pranie na stacji benzynowej, to w Ourense spędziliśmy ponad 2 godziny.

 

Po południu tradycyjnie zrobiło się bardzo ciepło na dworze, a nas czekały kolejne podjazdy. Byliśmy na 150 m.n.p.m., a musieliśmy wjechać na 800 m. Na szczęście od kilku dni wiało nam w plecy, więc nie było znowu aż tak ciężko. Za Ourense pojawiły się pierwsze znaki kierujące na Portugalię, a to tylko dodało nam otuchy podczas wspinaczki. Po osiągnięciu przełęczy czekał nas fajny zjazd do jeziorka. Tam też odbiliśmy z głównej drogi, aby wjechać do Portugalii mniej uczęszczaną trasą.

 

Noclegu postanowiliśmy szukać w ostatniej hiszpańskiej wiosce Lobios, położonej 14 km przed granicą portugalską. O dziwo miejsce do spania znaleźliśmy za pierwszym razem. Na zakończenie naszej przygody z Hiszpanią udało nam się trafić na całkiem miłych gospodarzy, którzy przyjechali na wakacje z Barcelony do swojego domku. Rozbiliśmy się w ich ogrodzie na mocno wysuszonej trawie pokrytej pyłem, a to dlatego, że dom cały czas był w remoncie. Na szczęście mieliśmy dostęp do wody, a nawet prądu. Co więcej, gospodarz zaprosił nas na przód domu, gdzie poczęstował nas winem domowej roboty. Tam też spędziliśmy miły wieczór z całą jego rodziną. Ostatni nocleg w Hiszpanii na pewno można zaliczyć do udanych.

 

Ostatnie wzniesienie przed Ourense

 

Panorama miasta

 

Tankowanie w markecie 😉

 

Ourense

 

 

Portugalia coraz bliżej!

 

 

Na koniec dnia zostaliśmy zaproszeni na wino domowej roboty

 

 

ETAP  37.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *