Pechowa Lucerna czyli niespodziewany powrót deszczu!

Trzynastego dnia rano czekała nas niemiła niespodzianka – wrócił deszcz. Co prawda opady nie były na tyle mocne, aby uniemożliwić nam jazdę, ale poprzedniego dnia nic nie wskazywało na zmianę pogody. Dzień zaczęliśmy od zakupów w pobliskim markecie. Następnie wbiliśmy na szlak rowerowy nr 9 i czym prędzej jechaliśmy w kierunku Lucerny z nadzieją, że słońce jeszcze się dzisiaj do nas uśmiechnie. Plan był taki, aby „przeczekać” deszcz, zwiedzając miasto.

 

Po pewnym czasie dotarliśmy do jednego z najsłynniejszych miast Szwajcarii czyli Lucerny. Miasto wygląda bardzo okazale, nawet jeśli niebo jest zachmurzone, a temperatura ledwo przekracza 10 stopni Celsjusza. Najbardziej popularną atrakcją Lucerny jest chyba wielki drewniany most, który widnieje na większości widokówek. Nas jednak najbardziej zauroczyły pięknie pomalowane na różne kolory kamienice. Początkowo nasz plan zwiedzania w deszczu był dobry,  ale po pewnym czasie zaczęło tak mocno padać, że musieliśmy znaleźć jakieś schronienie. Na całe szczęście udało nam się zobaczyć do tego czasu większość zabytkowego centrum.

 

Po godzinie oczekiwania na poprawę pogody postanowiliśmy założyć na siebie dodatkowe ubrania i spróbować ruszyć dalej. Było nam zwyczajnie szkoda czasu, mając w pamięci 9-godzinny postój przed Monachium. Mimo iż droga była bardzo mokra, a deszcz nie odpuszczał, my powoli toczyliśmy się na południe Szwajcarii. Niestety po pewnym czasie natknęliśmy się na prawdziwe oberwanie chmury, które skutecznie nas zastopowało pod jednym z wiaduktów. Minęło kilkadziesiąt minut i postanowiliśmy spróbować po raz kolejny swoich sił w walce z pogodą. Chmury jednak wisiały nisko tego dnia i nic nie dawało nam nadziei na rychłą poprawę.

 

Po przejechaniu 50 km złapała nas kolejna duża ulewa, a to zmusiło nas do schronienia się przed jednym z hoteli. Mieliśmy wszystko totalnie przemoczone, temperatura cały czas spadała, a na poprawę pogody nie można było liczyć. Jednocześnie wiedzieliśmy jaka jest w tym samym czasie pogoda w Polsce. Nie muszę chyba pisać, że byliśmy bardzo zdołowani, a nasze morale wyraźnie spadły. Mieliśmy spore wątpliwości czy warto jechać dalej, bo skoro tutaj jest tak fatalna pogoda do jazdy, to co dopiero będzie się działo w Alpach. Po godzinie rozmyślań ponownie wróciliśmy na trasę i już po kilku kilometrach zaczęliśmy szukać noclegu.

 

Tego dnia nie mieliśmy wygórowanych wymagań co do miejsca noclegowego. Po prostu chcieliśmy mieć kawałek dachu nad głową, aby choć na chwilę nie martwić się deszczem.  Jeden zapytany Szwajcar po chwili namysłu kazał nam jechać prosto, a po chwili dogonił nas swoim samochodem. Okazało się, że ma on znajomego rolnika, którego stodoła świeci pustkami i spokojnie się tam zmieścimy. Po tak ciężkim i dołującym dniu przyjęliśmy tę ofertę z wielką aprobatą. Mieliśmy suche miejsce, nie kapało nam na głowę, a dodatkowo obok stodoły był do naszej dyspozycji mały kran z wodą. Więcej tego dnia nie potrzebowaliśmy do szczęścia. Co ciekawe, etap skończyliśmy wyjątkowo już o godzinie 18 i o dziwo chwilę później przestało padać! Jedynym plusem było to, że ten pechowy trzynasty etap nie zmęczył nas zbytnio, więc mieliśmy zapas sił przez zbliżającymi się Alpami.

 

Lucerna

 

Mokre centrum miasta

 

 

 

 

 

 

Świetnie oznakowanie ścieżek rowerowych w Szwajcarii

 

Deszcz nie odpuszczał tego dnia

 

 

 

Po prawej stronie stodoła w której spaliśmy – fot. Tomek

 

 

ETAP  13.

 

  • Miasto mnie przywitało dla odmiany słońcem i upałem, ale to było 9 lat temu w czerwcu, więc inne spojrzenie 🙂
    Na profilu hipsometrycznym widzę, że niekiedy ostre podjazdy mieliście. Jak dawaliście rady w deszczu tak? Twardziele!