Jaki naprawdę jest Kraj Basków?

Pierwszy raz od dłuższego czasu padał w nocy deszcz. Skutkowało to tym, że rano temperatura osiągała ledwie 14 stopni Celsjusza. Poczekaliśmy aż namiot trochę przeschnie i grubo ubrani ruszyliśmy w kierunku Vitorii – stolicy Kraju Basków. Początek etapu nie był łatwy, gdyż wiało nam mocno w twarze. Musieliśmy się lekko sprężyć, ale już po kilku chwilach byliśmy na przedmieściach, gdzie powitały nas kolorowe bloki mieszkalne. Im bliżej centrum, tym architektura była coraz starsza. Wszak Vitoria to miasto z bogatą historią, będące obok Bilbao i San Sebastian jednym z trzech największych ośrodków miejskich w Kraju Basków.

 

Nasze zwiedzanie przebiegło bardzo typowo. Czym prędzej dotarliśmy do centrum i tam pojeździliśmy po wszelkich możliwych uliczkach. Wjechaliśmy na małe wzgórze z katedrą, a następnie udaliśmy się na główny plac Vitorii. Stolica tego słynnego hiszpańskiego regionu wydała nam się całkiem sympatycznym miejscem, ale musieliśmy jechać dalej. Przy wyjeździe z miasta zrobiliśmy jeszcze zakupy w markecie i od tej pory było już tylko pod górkę – dosłownie i w przenośni. Pod górkę mieliśmy przede wszystkim z wyjazdem z Vitorii. Wszystkie znaki kierowały nas na autostradę albo inną drogę, gdzie nie można było poruszać się rowerami. Z pomocą przyszedł GPS, którego używaliśmy w kryzysowych momentach. Tym sposobem udało nam się polną drogą wyjechać poza miasto i dobić do drogi głównej, która prowadziła na przełęcz.

 

W czasie podjazdu złapał nas deszcz, ale postanowiliśmy nie przerywać jazdy. Po chwili opady ustąpiły, ale droga na przełęcz zdawała się nie mieć końca, mimo iż musieliśmy wjechać zaledwie na 600 m. Ostatecznie po zdobyciu przełęczy okazało się, że przed nami już tylko droga w dół – prosto do oceanu, prosto do Bilbao. Niestety na zjeździe złapały nas kolejne opady deszczu. Tym razem musieliśmy przeczekać je na jednym z przystanków, zajadając się pysznym chorizo. Słynna hiszpańska kiełbasa stała się naszym nieodłącznym przysmakiem. A zapasy mieliśmy spore, ponieważ dzień wcześniej byliśmy z odwiedzinami w Pampelunie, z której owy przysmak się wywodzi.

 

Wracając jednak do Bilbao, to po bardzo długim wjeździe, znaleźliśmy się nareszcie w centrum miasta. Miasta, które jest z goła inne niż Vitoria. Bilbao to jedno z największych miast północnej Hiszpanii, ośrodek przemysłu i miejsce, w którym pracę znajduje naprawdę wiele osób w różnych branżach. Krótko mówiąc – Bilbao to motor napędowy Kraju Basków. Jest zdecydowanie bardziej nowoczesne niż mijane przez nas do tej pory hiszpańskie miasta. Bilbo – jak mówią na nie Baskowie – posiada metro i jest jednym z bogatszych miast na całym półwyspie Iberyjski. Podczas kryzysu w 2008 roku, praktycznie cała Hiszpania popadła w wysokie bezrobocie, podczas gdy w regonie Bilbao utrzymywało się ono na stałym, względnie niskim poziomie.

 

Zwiedzanie miasta nie zajęło nam dużo czasu, bo i nie ma tam za bardzo czego zwiedzać. Jak wspomniałem, jest to przede wszystkim miasto przemysłowe, z wielkim portem. Mimo wszystko najbardziej spodobało nam się, znajdujące się w centrum miasta, Muzeum Sztuki Współczesnej – lepiej znane jako Muzeum Guggenheima. Niestety nie mieliśmy czasu, aby zajrzeć do środka, ale można tam znaleźć wybitne dzieła wielu europejskich artystów. Samo muzeum już jest dziełem wybitnym jeśli chodzi o architekturę, co można zobaczyć na zdjęciach. Ciekawym obiektem wydał nam się również świeżo oddawany do użytku stadion miejscowego klubu Athletic Bilbao.

 

Robiło się coraz później, więc musieliśmy uciekać za miasto, aby szukać noclegu. Po szybkich zakupach w miejscowym Lidlu, na wylotówce dogonił nas starszy człowiek na rowerze, mówiąc, że zawiezie nas w ciekawe miejsce, gdzie będziemy mogli rozbić namiot. Narzucił on bardzo mocne tempo. Przejechaliśmy wspólnie kilka kilometrów, ale okazało się, że chciał on nas zaprowadzić na odległy camping, więc musieliśmy się grzecznie wykręcić. Podziękowaliśmy za pomoc, a starszy człowiek kontynuował jazdę już bez nas. My natomiast znaleźliśmy sami coś na szybko.

 

Udało nam się rozbić za plebanią, w jednej z wiosek wchodzących w skład aglomeracji miasta Bilbao. Przez 2 godziny mieliśmy do dyspozycji nawet prąd i prysznic, a to dlatego, że miejscowi szykowali się na fiestę, która miała się tam odbyć za kilka dni. Wieczór spędziliśmy wraz z grupką kilkunastolatków mieszkających na co dzień w wiosce. Dodatkowo zleciały się także mniejsze maluchy, gdyż byliśmy dla nich swego rodzaju atrakcją. Tak oto, po 31 dniach wyprawy dotarliśmy nad Ocean Atlantycki, ale to wcale nie oznacza, że od tej pory było już tylko płasko i gorąco.

 

Ulice Vitorii – fot. Tomek

 

 

 

 

 

 

 

 

Imponujące centrum stolicy Kraju Basków – fot. Tomek

 

 

Vitoria – główny plac miasta

 

 

Pierwszy raz na wyprawie wyjazd z miasta był tak skomplikowany…

 

„Przełęcz otwarta” – w języku baskijskim oraz hiszpańskim – fot. Tomek

 

 

Wjazd do Bilbao ciągnął się niesamowicie długo

 

 

Centrum Bilbao – fot. Tomek

 

 

Muzeum Guggenheima – najważniejsza atrakcja Bilbao

 

 

Bilbao to zupełnie inne miasto niż Vitoria – fot. Tomek

 

Modernizowany stadion miejscowego zespołu Athletic Bilbao

 

 

Przez chwilę mieliśmy przewodnika 😉

 

Nocleg z ciekawą panoramą tuż za Bilbao

 

 

 

ETAP  31.