Kraina pięknych jezior i wysokich gór

Po ostatnim kiepskim dniu wstaliśmy z nadzieją, że pogoda nam odpuści i tego dnia będziemy już mogli normalnie jechać. Co prawda nie padało, ale chmury ciągle były nisko zawieszone. Dodatkowo było chłodno, więc etap zaczęliśmy grubo ubrani. Na dzień dobry czekał nas podjazd do kolejnego jeziora, a zaraz za nim do zdobycia pierwsza przełęcz (1007 m.n.p.m.). Na szczęście droga prowadząca na górę nie była zbyt wymagająca, więc sprawnie pokonaliśmy wzniesienie. Niestety na górze dopadł nas deszcz, więc musieliśmy błyskawicznie się ewakuować, zjeżdżając w dół do następnej wioski.

 

Na zjeździe Tomka spotkał pech, gdyż zerwała mu się linka od tylnej przerzutki. Na szczęście mój kompan pomyślał o tym przed wyprawą i zabrał ze sobą zapasową linkę. Co prawda nie mieliśmy odpowiedniego śrubokrętu, aby wymienić zużyty sprzęt na nowy, ale tutaj z pomocą przyszedł miejscowy Szwajcar, który pożyczył Tomkowi brakujące narzędzie. Naprawa i regulacja przerzutki nie trwała długo, także po pewnym czasie mogliśmy kontynuować jazdę. Podczas wymuszonej przerwy zaczęło się nawet lekko przejaśniać, więc wyszło nam to na dobre. Gdy już mieliśmy odjeżdżać z miejsca naprawy, z pobliskiego domu wybiegł mały chłopak wręczając nam czekoladę. Od razu w dużo lepszych humorach wróciliśmy na trasę.

 

Przed nami były teraz dwa piękne jeziora, które rozdziela miasto Interlaken. Pierwszy zbiornik zaatakowaliśmy od północy, następnie odwiedziliśmy miasto, które jest znanym ośrodkiem turystycznym w Szwajcarii. Jako ciekawostkę podam, że we wspomnianym mieście znajduje się jedno z najstarszych kasyn w kraju, mimo iż liczba mieszkańców oscyluje tam zaledwie w granicy 6 tysięcy osób. Minęliśmy miasteczko, po czym drugie jezioro podziwialiśmy już od południowej strony. Dojeżdżając do miejscowości Spiez, odbiliśmy w góry, gdyż plan naszej wyprawy nie zakładał zwiedzania stolicy Szwajcarii czyli Berna.

 

Teraz czekał nas krótki, ale intensywny odcinek po prawdziwych górach. Na jednej z przerw Tomek zauważył, że jego tylna opona jest w fatalnym stanie, tak więc postanowił załatać ją jak tylko się da i zamienić miejscami z przednią oponą, aby zmniejszyć ryzyko złapania „kapcia”. Niestety przerwa spowodowana naprawą lekko nam się przedłużyła, a przed nami była kolejna spora góra do pokonania. Tym razem czekało nas 8 km podjazdu na przełęcz Jaunpass (1508 m.n.p.m.) o średnim nachyleniu 8%. Czas gonił, więc musieliśmy się sprężać. Pokonanie przełęczy zajęło nam około godziny, a widoki po drodze były naprawdę zacne. Na dobrą sprawę była to pierwsza przełęcz z prawdziwego zdarzenia podczas naszej wyprawy. Mogliśmy poczuć smak solidnego wysiłku, nacieszyć oczy widokami i spróbować swoich sił na górskich serpentynach.

 

Na górze założyliśmy na siebie cieplejsze ubrania i nastawieni na długi zjazd ruszyliśmy w dół. Najciekawsze było dopiero przed nami, gdyż ów przełęcz oddzielała dwa szwajcarskie kantony. W tym z którego przyjechaliśmy, ludzie mówili po niemiecku. Natomiast po drugiej stronie przełęczy mieszkańcy posługiwali się już wyłącznie językiem francuskim! Szkoda tylko, że nie znaliśmy ani jednego słowa w tym języku 😉 W jednej z pierwszych wiosek zaczęliśmy szukać noclegu. Okazało się, że obok pytanej przez nas Szwajcarki mieszkają Polacy. Nie wykazywali oni jednak chęci do pomocy i tylko przetłumaczyli nam z francuskiego, że Szwajcarzy zgodzili się, abyśmy rozbili się obok ich domu. Byliśmy lekko zdziwieni postawą naszych rodaków, ale jeszcze większe zdziwienie okazali Szwajcarzy, którzy w związku z zaistniałą sytuacją zaprosili nas na swoje poddasze, oferując jednocześnie prysznic i kolację! Po raz kolejny zostaliśmy bardzo mile zaskoczeni przez Szwajcarów, którzy przypomnę, mówili tylko po francusku. Jak widać liczą się chęci 🙂

 

Jezioro Lungern

 

 

Dla takich widoków warto jeździć po górach – fot. Tomek

 

 

Szybka naprawa tylnej przerzutki

 

Bardzo malownicza trasa przez Szwajcarię – fot. Tomek

 

Centrum Interlaken

 

Panorama Spiez

 

 

W drodze na kolejną przełęcz – fot. Tomek

 

 

Szwajcarzy przyjęli nas na swoje ogromne poddasze!

 

 

 

ETAP  14.