Czy warto wstąpić do Fatimy?

Przedostatni dzień wyprawy zaczęliśmy o godzinie 8 rano śniadaniem składającym się z mleka, kawy, oraz bułek z masłem. Po zjedzeniu i spakowaniu wszystkich rzeczy, pożegnaliśmy miłe kobiety i o 9:00 byliśmy już na drodze prowadzącej do Fatimy. Od kilku dni mieliśmy korzystny wiatr, więc jechało się świetnie. Tym sposobem zrobiliśmy 40 kilometrów za jednym zamachem. Następnie stanęliśmy na stacji benzynowej, aby chwilę odpocząć i zjeść melona, którego dostaliśmy od miłych Portugalek. Droga, którą jechaliśmy do Fatimy, była bardzo przyjemna, gdyż prowadziła głównie przez spokojne wioski. Ostatni odcinek był jednak nieco cięższy, gdyż musieliśmy się zmierzyć z 15-kilometrowym podjazdem. Nie był on jednak stromy, ale dodając do tego upalną pogodę, musieliśmy się trochę wysilić.

 

Około południa dotarliśmy do słynnego Sanktuarium w Fatimie. Na początku stanęliśmy pomiędzy obleganym przez turystów parkingiem, a samą bazyliką, po czym każdy z nas miał kilkadziesiąt minut na zwiedzanie. Na miejscu nie brakowało wierzących turystów z całego świata, nie mniej jednak spodziewaliśmy się większych tłumów. Mimo zamkniętej nawy głównej można było spokojnie wejść do środka bazyliki. Fatima imponuje nie tylko samą bazyliką, jej wnętrzem, ale przede wszystkim wielkim placem dla wiernych, który rozmiarami nie ustępuje temu z Watykanu. Przez cały plac biegnie wytyczona ścieżka, po której pielgrzymi przemieszczają się na kolanach. W Sanktuarium można zobaczyć jeszcze przestronną kaplicę dla wiernych oraz m.in. pomnik Jana Pawła II. Co ciekawe, na miejscu nie spotkaliśmy choćby jednego Polaka, a przecież „Polacy są wszędzie” 😉

 

Po zwiedzaniu pięknej Fatimy, która była główną atrakcją tego dnia, przyszedł czas na kontynuowanie jazdy w upale. Po drodze nie napotkaliśmy już żadnych ciekawych miejsc, a jedynie delektowaliśmy się portugalską prowincją, szukając w między czasie źródełek z zimną wodą. Zmęczenie potęgowały u nas również liczne pagórki, które przy temperaturze +30 stopni Celsjusza dawały nieźle w kość. Nie musieliśmy jednak martwić się pokonanym tego dnia dystansem, albowiem przed nami była już tylko Lizbona, do której planowaliśmy wjechać w kolejnym dniu. W Santarem, czyli ostatniej większej miejscowości przed stolicą Portugalii zrobiliśmy zakupy w markecie i po następnych kilkunastu kilometrach musieliśmy zacząć szukać noclegu.

 

Portugalia nie zawiodła nas również tego dnia. Udało nam się znaleźć miejsce noclegowe u starszego małżeństwa już za pierwszym razem! Jedynym problemem była komunikacja. Portugalczycy mają to do siebie, że na pytanie: „Mówi Pan/Pani po hiszpańsku?” – zazwyczaj odpowiadają twierdząco, ale 90% z nich tylko rozumie język hiszpański, ale odpowiada na pytania w języku portugalskim. Tak też było i tym razem. Mimo wszystko jakoś się dogadaliśmy i wesoły Portugalczyk zaproponował nam garaż jako miejsce do spania. Byliśmy bardzo zadowoleni, ponieważ rano nie groziło nam suszenie namiotu. Dodatkowo mogliśmy zrobić ostatnie pranie na wyprawie. Po pewnym czasie Gospodarze przyszli do nas jeszcze raz, tym razem ze swoją znajomą, która znała angielski i bez problemu wytłumaczyliśmy wszystko raz jeszcze. Przed snem dostaliśmy jeszcze jabłka i cytryny z przydomowego sadu. Przygoda powoli dobiegała końca. Kolejny dzień to już wjazd do Lizbony po 6 tygodniach ciężkiej pracy na rowerze.

 

Portugalskie krajobrazy – fot. Tomek

 

Kierunek Fatima

 

Pozbywamy się melona, bo jest za ciężki, aby go wozić 😉

 

Trzej pastuszkowie na wjeździe do Fatimy

 

Dotarliśmy do Bazyliki

 

Tłumy pielgrzymów na parkingu

 

Ogromny plac przed Bazyliką

 

Fatima

 

 

 

 

Wnętrze Bazyliki

św. Hiacynta

Słynny obraz objawienia w Fatimie

 

 

Plac przed Bazyliką niczym w Watykanie

Polski akcent

 

Kaplica po drugiej stronie placu

 

 

 

W Fatimie Twój ubiór nie ma znaczenia

 

 

W drodze na Południe

 

Nocleg w garażu u Portugalczyków

 

ETAP  41.