Costa Verde – zielone wybrzeże Hiszpanii

Tym razem namiot był rano suchy, więc mogliśmy ruszyć na trasę szybciej niż zazwyczaj. Na początku jednak wróciliśmy się 3 km do małego, ale słynnego miasta Santillana del Mar. Poprzedniego dnia była tam masa turystów, więc postanowiliśmy przełożyć nasze odwiedziny na wczesny ranek. Santillana to doskonale zachowane średniowieczne miasteczko z domami z kamienia w kolorze złota, gospodarstwami i rezydencjami arystokratów. Warto również odnotować, że obok miasta znajduje się znana na cały świat jaskinia Altamira z paleolitycznymi rysunkami, o których była okazja usłyszeć chociażby w szkole na lekcjach plastyki. Krótko mówiąc – prawdziwy rarytas dla turystów.

 

Miasteczko bardzo nam się spodobało, ale jaskiń nie zamierzaliśmy już odwiedzać, więc wróciliśmy na drogę prowadzącą do Gijon. To kolejne miasto leżące nad oceanem, które postanowiliśmy odwiedzić podczas naszej wyprawy. Jazda wzdłuż wybrzeża wciąż nie należała do łatwych, bo droga bardziej przypominała górskie tereny, aniżeli płaskie, nadmorskie krajobrazy. Na dodatek nie mogliśmy myśleć o jakiejkolwiek kąpieli, gdyż temperatura była zbyt niska, nawet do zrobienia sobie przerwy na plaży. Przynajmniej na rowerze jechało się znośnie.

 

Problemem, z jakim musieliśmy się zmierzyć, był brak otwartych sklepów. Było to spowodowane jakimś świętem w Hiszpanii, bo przez spory czas nie mogliśmy nigdzie zrobić zakupów. Dopiero w miejscowości Travelgosta dopadliśmy niewielki sklepik, w którym udało się kupić podstawowe rzeczy na kolację. Tam też spotkaliśmy pewnego Polaka, który postanowił wybrać się w samotną podróż do Santiago – oczywiście pieszo. Końcówka etapu była całkiem przyjemna, gdyż odbiliśmy na lokalną drogę, biegnącą wzdłuż autostrady. Noclegu zaczęliśmy szukać 40 km przed Gijon, w jednej z niewielkich wiosek.

 

Tego dnia Hiszpanie nas nie zawiedli i szybko rozbiliśmy namiot na polu między trzema domami. Co prawda jedni gospodarze odmówili nam miejsca do spania, ale zreflektowali się, przynosząc na kolację tortillę domowej roboty, colę, piwo, sardynki, jogurty, chleb, owoce i ciastka. Z kolei Ci Hiszpanie, u których rozbiliśmy się na polu przed domem, zapewnili nam dostęp do bieżącej wody. Trzeci sąsiad nie chciał być gorszy i po chwili przyszedł do nas z zaproszeniem na śniadanie. Tak więc na koniec dnia trafiliśmy na festiwal gościnności 🙂

 

Santillana del Mar – fot. Tomek

 

Zabytkowa kolegiata

 

 

Wczoraj były tu tłumy, rano nie ma nikogo – fot. Tomek

 

 

Niedaleko miasta znajduje się słynna jaskinia Altamira

 

Pogoda nad oceanem bez zmian

 

 

 

 

Nadmorski krajobraz

 

 

 

Tylko oni cieszą się z takiej pogody

 

 

 

Ulubiona „budowla” na północy Hiszpanii

 

Festiwal Gościnności w jednej z wiosek – fot. Tomek

 

ETAP  33.