Bez mapy przez Oksytanię

Tym razem wstaliśmy już o 7 rano. Niewiele gorszy był nasz Gospodarz, który nie wiedzieć czemu dopiero po przebudzeniu zaoferował nam prysznic. Z racji tego, że trochę nam się śpieszyło, musieliśmy mu podziękować. O godzinie 8:30 zameldowaliśmy się na trasie, a etap zaczęliśmy od szukania mapy. Stało się tak, ponieważ na wyprawę zabraliśmy mapę Alp oraz mapę Półwyspu Iberyjskiego. Odcinek we francuskiej Oksytanii, na który wjechaliśmy, nie obejmowała jednak żadna z nich.

 

Spodziewaliśmy się kolejnego nudnego dnia i nasze oczekiwania nie były bezpodstawne. Trasa 24. etapu była chyba najbardziej płaska podczas całej wyprawy. Poza tym atrakcji jak na lekarstwo. Jedynym urozmaiceniem była planowana krótka wizyta nad morzem. Po 70 km jazdy zajechaliśmy do miejscowości Frontignan Plage, gdzie postanowiliśmy zrobić sobie 2-godzinną przerwę nad Morzem Śródziemnym. Wybrzeże Oksytanii jest płytkie niczym polskie jezioro Śniardwy. Po odejściu od brzegu na 100 metrów, woda sięgała nam tylko do szyi. W dodatku morze było o wiele chłodniejsze aniżeli w Cannes. Mimo wszystko plaża była oblegana przez turystów, a nam taka przerwa świetnie zrobiła. Naładowaliśmy baterie i rzecz jasna od razu jechało się lepiej. Naszym kolejnym przystankiem było miasto Beziers.

 

Na kolejnych kilometrach musieliśmy jednak znowu mierzyć się z wiatrem, który silnie wiał od strony morza. Na pocieszenie jechaliśmy bardzo ładną ścieżką rowerową, która biegła wzdłuż tamtejszych plaż. Kusiło nas, aby jeszcze raz zatrzymać się na kąpiel, jednak Tomek narzucił tak dobre tempo, że nie chcieliśmy się wybijać z rytmu. Po dotarciu do wspomnianego miasta Beziers, wysunąłem się do przodu, aby sprawnie przeprowadzić nas przez miasto. Szczerze mówiąc nie mieliśmy chęci, aby cokolwiek zwiedzać. Do tej pory odpuściliśmy już takie miasta jak Marsylia, Nimes czy Montpellier, więc kolejne nie zrobiło nam różnicy. Przejechaliśmy szybko przez centrum i zaraz byliśmy już na obrzeżach miasta.

 

Po wydostaniu się z Beziers postanowiliśmy zacząć szukać noclegu. Ludzie we Francji byli do nas niesłychanie mile nastawieni, gdyż kolejny raz z rzędu udało nam się znaleźć miejsce do rozbicia namiotu już za pierwszym razem. Co prawda fajerwerków nie było, ale mieliśmy dostęp do bieżącej wody, a to na wyprawie jest najważniejsze. Mogliśmy przyrządzić sobie kolację, a także spokojnie się umyć. Za nami kolejny długi i płaski etap, jednak następnego dnia mieliśmy już odwiedzić słynne Carcassone, więc KONIEC NUDY!

 

Poranne pakowanie – fot. Tomek

 

 

Przynajmniej ścieżki rowerowe były eleganckie – fot. Tomek

 

 

Przerwa nad Morzem Śródziemnym

 

 

Fajna ścieżka biegnąca wzdłuż morza

 

 

Piękne miasto Beziers

 

 

ETAP  24.