Ciepła letnia noc? Tam chyba tego nie znają…

Nocleg 3 kilometry przed przełęczą nie był dobrym pomysłem, ponieważ rano po wyjściu z namiotu nie było niczego widać. Jako że spaliśmy w górach, to powitało nas 12 stopni Celsjusza oraz gęsta mgła. Nie pozostawało nam nic innego jak ubrać się ciepło, zwinąć mokry namiot, i ruszyć przed siebie z nadzieją, że z czasem się rozpogodzi.

 

Za przełęczą było małe miasteczko, gdzie zrobiliśmy podstawowe zakupy. Później kontynuowaliśmy jazdę tą samą drogą, ale warunki na trasie pozostawały niezmienne. Mgła towarzyszyła nam przez cały czas, jak również niska temperatura, która za nic nie chciała wzrosnąć. Dopiero po 50-ciu kilometrach, gdy minęliśmy piątą przełęcz, a na koncie mieliśmy już 1000 m przewyższeń, pogoda momentalnie się poprawiła. Zjechaliśmy w dół do miasta i nagle mgła ustąpiła, wyszło słońce i zrobiło się wręcz upalnie. Odetchnęliśmy z ulgą. Swoją drogą dziwna ta pogoda w Hiszpanii – byliśmy w takim regionie kraju, gdzie rano jest 12 stopni Celsjusza, a w środku dnia ponad 30 stopni. Górski klimat i zbliżająca się jesień na pewno sprzyjały tak dużym amplitudom temperatury, ale trzeba przyznać, że było to nieco męczące dla nas.

 

Korzystając z ładnego skweru w mieście, postanowiliśmy zrobić dłuższą przerwę na drugie śniadanie i suszenie namiotu, który był kompletnie mokry. Mieliśmy do dyspozycji Wi-Fi, więc mogliśmy w spokoju posiedzieć sobie tam kilkadziesiąt minut. W tym czasie namiot doszedł do siebie, a my wróciliśmy na trasę, która prowadziła do Lugo. Właściwie to nie zamierzaliśmy zwiedzać tego miasta, ale droga prowadziła nas przez samo centrum, gdzie zauważyliśmy imponujące mury miejskie. Postanowiliśmy zatem podjechać na pobliską starówkę. Lugo zrobiło na nas dobre wrażenie, a najbardziej zapamiętamy chyba ogromne mury, po których można spacerować dookoła starego miasta.

 

Z Lugo kontynuowaliśmy jazdę w kierunku południowym jadąc tak daleko, jak się da. Zmęczeni, po 120 kilometrach postanowiliśmy poszukać noclegu. Tym razem nie było tak kolorowo, gdyż ponad godzinę krążyliśmy po uliczkach jednego z miast. Co prawda pewien Hiszpan w końcu zgodził się na rozbicie namiotu obok jego domu, ale teren był na tyle twardy, że nie można było wbić tam nawet wbić śledzi. Było to tym bardziej dziwne, ponieważ ów Hiszpan miał za domem wielki ogród z normalną trawą. Gdy spytaliśmy go o dostęp do wody, wyciągnął węża ogrodowego, którego podał nam przez bramę. Co by nie mówić, bywało lepiej z noclegami…

 

Byliśmy zmęczeni dzisiejszym dniem, a jednocześnie zdegustowani miejscem noclegowym. Tomek postanowił podjąć ostatnią próbę i zapytał gospodarza po drugiej stronie ulicy. O dziwo Hiszpan mu nie odmówił i pozwolił nam rozbić namiot na nieogrodzonej posesji obok jego szopy, która chroniła nas przez chłodnym tego wieczoru wiatrem. Dodatkowo mieliśmy dostęp do kranu, choć woda była w nim tak zimna, że prysznic tego dnia przeszedł do historii jako jeden z najgorszych na wyprawie. Mimo iż zjechaliśmy trochę z gór, to wieczór ponownie był chłodny, więc szybko uciekliśmy do namiotu. Myślami byliśmy już w ciepłej Portugalii.

 

Piękny, słoneczny poranek ;p

 

Miejscowy pies nie wyglądał na przejętego chłodem

 

Ciężkie warunki do jazdy

 

Temperatura ciągle niska

 

 

Mgła powoli odpuszcza – fot. Tomek

 

Przerwa na suszenie namiotu

 

W końcu słonecznie i ciepło!

 

Imponujące mury miejskie w Lugo – fot. Tomek

 

 

Ponad 2 km długości i do 15 m wysokości! – fot. Tomek

 

Katedra w Lugo

 

Mury miejskie to popularne miejsce spacerów

 

Długo wyszukiwany nocleg

 

 

 

ETAP  36.