Leniwa niedziela w Cannes

Dzień 21. planowaliśmy poświęcić na zasłużony relaks. Nie spaliśmy jednak długo, gdyż już o 6:30 byliśmy na nogach. Po wyjściu z namiotu zauważyliśmy, że niebo jest całkowicie zachmurzone, a nawet lekko kropi deszcz. Nasz plan odpoczynku na plaży stanął więc pod znakiem zapytania. W między czasie nasi Gospodarze zaprosili nas na śniadanie. Postawili na stole suchary z dżemem, kawę, sok, mleko, jakiś budyń, a na drogę dostaliśmy wielki słoik konfitury, snickersy i jeszcze ciastka. Ubolewaliśmy tylko nad tym, że nie możemy z nimi porozmawiać, gdyż nie znaliśmy francuskiego. To jednak nie przeszkadzało starszemu małżeństwu w byciu gościnnymi.

 

O godzinie 8 najedzeni ruszyliśmy do Cannes i ku naszej uciesze zaczęło się przejaśniać. Najpierw zwiedziliśmy port wypchany bogatymi jachtami. Później przejechaliśmy się przez centrum i w końcu wyszło słońce. Zadowoleni znaleźliśmy najlepszy kawałek plaży w tym słynnym mieście i o 10 zaczęliśmy leżakowanie. O tak wczesnej godzinie, wszyscy chyba spali, zwłaszcza że była to niedziela. Mieliśmy więc pierwszeństwo w wyborze miejsca, gdyż plaża była pusta. Oczywiście z każdą kolejną godziną ludzi przybywało, ale nie było to zaskakujące, patrząc na to, że na zewnątrz temperatura dochodziła do 35 stopni Celsjusza. Po 3 tygodniach ciężkiej jazdy w końcu naładowaliśmy baterię, porządnie się relaksując. Niestety po 7 godzinach lenistwa trzeba było się zbierać, aby nie stracić całkowicie tego dnia.

 

Późnym popołudniem opuściliśmy piękne i słoneczne Cannes, udając się na zachód drogą wzdłuż wybrzeża. Z uwagi na kończący się weekend ruch na trasie był spory, ale za to widoki cały czas mieliśmy świetne. Minęliśmy jeszcze kilka nadmorskich kurortów, po czym odbiliśmy w głąb lądu, z nadzieją że uda się znaleźć jakiś nocleg. Co prawda nie było łatwo, gdyż francuskie domy z reguły nie mają dużych ogrodów, ale już za drugim podejściem jedna Francuzka zgodziła się nas przyjąć. O dziwo mówiła ona po angielsku, a także zaproponowała nam prysznic. Sama natomiast w nocy wylatywała do Turcji na urlop. W domu jednak zostali jej synowie, więc nie musieliśmy się niczym martwić.

 

Bez wątpienia przydał nam się taki luźniejszy dzień na plaży. Mimo siedmiu godzin spędzonych na Lazurowym Wybrzeżu, udało nam się tego dnia i tak przejechać spory kawałek dystansu, nie robiąc sobie zaległości. Wręcz przeciwnie, odrobiliśmy lekko straty i na tym etapie wyprawy byliśmy już tylko jeden dzień w plecy. Za nami połowa wyprawy i z jednej strony chcielibyśmy już wracać, bo przecież przez te 21 dni zobaczyliśmy naprawdę sporo – przejechaliśmy kilka krajów, pokonaliśmy Alpy i w końcu dotarliśmy nad Morze Śródziemne. To jednak nie koniec. Teraz kierunek Hiszpania!

 

Cannes

 

Port w Cannes

 

 

Jedna z pięknych plaż w Cannes

 

 

 

Idealne miejsce na odpoczynek – fot. Tomek

 

Skaliste wybrzeże południowej Francji – fot. Tomek

Opuszczamy Lazurowe Wybrzeże – fot. Tomek

 

 

ETAP  21.