Deszczowe Annecy i nocleg w apartamencie!

Przez noc pogoda nie uległa zmianie i rano ponownie obudził nas deszcz. Na pocieszenie miły Francuz, który pozwolił nam przenocować w ogrodzie, zostawił obok namiotu kartkę z zaproszeniem na śniadanie! Przenieśliśmy mokry namiot pod dom, aby choć trochę go wysuszyć, a w tym czasie poszliśmy do Francuzów na posiłek. Co prawda nasz Gospodarz jeszcze smacznie spał, ale w jego imieniu przywitała nas jego żona i biegle mówiąca po angielsku córka. Podziękowaliśmy za pyszne śniadanie, spakowaliśmy wciąż mokry namiot do pokrowca i ruszyliśmy z wolna przed siebie.

 

Etap zaczęliśmy późno, bo dopiero o godzinie 10, kiedy lekko przestawało padać. Początek drogi to jazda pod górkę. Nasza motywacja nie była na najwyższym poziomie, a to oczywiście dlatego, że pogoda nam nie pomagała w jeździe. Dojeżdżając do miasta Annecy zauważyliśmy zbliżające się do nas bardzo ciemne chmury, które mogły oznaczać tylko jedno – kolejne załamanie i tak już brzydkiej pogody. Deszcz złapał nas na wjeździe do miasta, więc naszym planem było przeczekanie w centrum, aż pogoda się uspokoi. Niestety ulewa nie chciała odpuścić, więc Tomek postanowił wykorzystać ten czas na znalezienie jakiegoś sklepu rowerowego, w którym mógłby kupić nową oponę. Annecy to całkiem spore miasto lecz trochę nam zajęło czasu, zanim trafiliśmy na jakiś otwarty sklep. Podczas gdy Tomek wymieniał swoją oponę na nową, ja czekałem na niego pod jednym z bloków. W między czasie nad miastem przeszła najbardziej intensywna ulewa. Pewien Francuz wyjeżdżający z garażu tylko się do mnie uśmiechnął, mówiąc że w Annecy pada tak już od kilku dni i wcale nie zanosi się na poprawę. Nie podniósł mnie na duchu tymi słowami, ale miałem nadzieję, że jednak się myli.

 

Po ponad godzinie Tomek wrócił z serwisu, gdzie szczęśliwie kupił i wymienił oponę na nową. Teraz mogliśmy w spokoju jechać w kierunku Alp Wysokich, nie martwiąc się o sprzęt żadnego z nas. Zjedliśmy coś na szybko i trzeba było jechać dalej, aby choć trochę ratować i tak stracony już dzień. Kontynuowaliśmy jazdę wzdłuż jeziora, nad którym leży wspomniane Annecy. Po tych obfitych opadach deszczu jechało się nawet całkiem nieźle, choć wszędzie było oczywiście bardzo mokro. W dodatku musieliśmy zapomnieć o ścieżkach rowerowych, które były licznie rozsiane po całej Szwajcarii i wróciliśmy na lokalne drogi.

 

Dojechaliśmy do końca jeziora, a dzień niestety dobiegał już końca. Na liczniku było zaledwie 60 km, ale musieliśmy zacząć szukać już noclegu. Po cichu liczyliśmy na jakiś garaż do spania, bo pogoda cały czas wisiała na włosku. Jednak to co nas spotkało, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Już za drugim udało nam się znaleźć miejsce do spania, i to jakie! Dwie miłe Francuzki po chwili zastanowienia zgodziły się udostępnić nam dwupiętrowy apartament, który w przeszłości wynajmowały gościom! Mieliśmy tej nocy do dyspozycji salon z kominkiem, kuchnię, łazienkę oraz dwie sypialnie na górze. Na dodatek dostaliśmy od matki z córką mały prowiant w postaci sucharków, mleka, soku, kawy oraz pysznego dżemu. Nigdy byśmy nie przypuszczali, że na wyprawie trafi nam się tak świetny nocleg. Pogoda standardowo nas nie rozpieszczała, ale ludzie jak widać byli bardzo gościnni.

 

 

 

Przymusowy postój w Annecy

 

Cudownie wyglądające Jezioro Annecy

 

 

Tym razem trafił nam się apartament!

 

 

 

ETAP  16.