Aix-en-Provance. Jak najszybciej do Hiszpanii

Kolejny dzień podróży zaczęliśmy oczywiście śniadaniem, na które dostaliśmy od naszego gospodarza chleb oraz miód z jego własnej pasieki. Co więcej, na drogę wręczył nam jeszcze butelkę różowego wina. Na trasie zameldowaliśmy się o 9 rano i o tej porze temperatura do jazdy była przyjemna. Natomiast droga nie zapowiadała się na wyraźnie ciekawszą aniżeli wczoraj. Tego dnia mieliśmy jednak małe urozmaicenie w postaci  krótkiego zwiedzania. Wjechaliśmy bowiem do 150-tysięcznego Aix-en-Provance.

 

Trzecie co do wielkości miasto Prowansji niestety nie zrobiło na nas wielkiego wrażenia i po szybkim przejeździe przez centrum szukaliśmy już drogi wylotowej. Utwierdziliśmy się tylko w przekonaniu, że na tym odcinku wyprawy lepiej odpuścić sobie miasta i skupić się na „robieniu” kilometrów. To jednak nie było takie proste. Co prawda cały etap był płaski jak stół, ale za to dokuczał nam wiatr, który zazwyczaj był przeciwko nam. Cel był jednak prosty – jak najszybciej zbliżyć się do Pirenejów.

 

Tak jak rano temperatura wręcz zachęcała do jazdy rowerem, tak po południu znowu zrobił się upał. Termometry wskazywały w cieniu 32 stopnie Celsjusza. Lekko zniechęceni takimi warunkami, postanowiliśmy robić sobie częściej przerwy. Tego dnia aż trzykrotnie odwiedziliśmy supermarket, kupując zazwyczaj owoce, które dawały nam siły na kolejne kilometry.  Końcówka etapu nie zaskoczyła nas już niczym nowym. Po drodze ciągle widywaliśmy mnóstwo winnic i sadów, aż w końcu ulegliśmy pokusie i postanowiliśmy sprawdzić jak smakują francuskie winogrona oraz morele.

 

Po sporej ilości przejechanych kilometrów przyszedł czas na szukanie noclegu. Miejsce na rozbicie namiotu znaleźliśmy już za pierwszym razem u młodego francuskiego małżeństwa. Zaczęliśmy jednak wybrzydzać na brak trawy, bardzo duże nasłonecznienie oraz brak cienia. To sprawiło, że noclegu szukaliśmy o godzinę dłużej, jednak nie przełożyło się to na efekt i wróciliśmy do pierwszego miejsca. Po chwili wyszedł do nas gospodarz i podarował nam wodę oraz Nestea. Ostatecznie znaleziona przez nas miejscówka nie była taka zła, bo mieliśmy dostęp do bieżącej wody, a nawet prądu. Etap 23. na pewno nie należał do łatwych, a tym bardziej do ciekawych, ale ostatecznie byliśmy zadowoleni, bo udało nam się znacznie zbliżyć do Pirenejów.

 

Pamiątkowe zdjęcie z Gospodarzem

 

Szybkie zwiedzanie miasta

 

Aix-en-Provance

 

 

 

 

Płasko przez cały dzień – fot. Tomek

 

 

Ciekawy przejazd przez most

 

Jeden z wielu, wielu sadów po drodze 🙂

 

 

 

 

ETAP  23.